Wednesday, 8 March 2017

Zupa z whisky i wzór na imprezę - o "Rozkładach jazdy" w Kamienicy.

Najpierw pomyślałam, że w "Rozkładach jazdy" chodzi o jakąś scenę rodem z "Krzyżówki" Hemara: ot, typowa farsa o proszonej kolacji, na której spotykają się "przyszli, byli i obecni" kochankowie, a gospodarze próbują ratować sytuację podając znaczne ilości napojów wyskokowych. Potem doszłam do wniosku, że przed premierą (mającą się odbyć następnego dnia) czeka aktorów i twórców jeszcze duuużo pracy: szczególnie gdy po niespełna półgodzinie spektaklu na scenie nagle zgasło światło, a aktorka przeprosiła za usterki i zaprosiła widzów na przerwę...

Po owej przerwie, spędzonej na spekulacjach co do przyczyn kłopotów technicznych, doszłam jednak do wniosku, że inspiracją dla twórców "Rozkładów jazdy" był raczej Michael Frayn i jego "Czego nie widać" - więcej nie powiem, bo spoilerów nie uznaję - i to wrażenie okazało się słuszne, ponieważ to sztuka "Chińczycy" pióra Frayna zainspirowała Petra Zelenkę do napisania "Rozkładów...". Mamy zatem do czynienia z "pudełkową" konstrukcją opowieści o dwojgu młodych aktorów - Hannie i Sebastianie (granych nieprzypadkowo przez Hannę Konarowską i Sebastiana Cybulskiego), których chwilowo łączy wyłącznie praca przy inscenizacji "Chińczyków" - choć swego czasu ich związek miał zupełnie inny charakter. Na skutek niekorzystnego zbiegu okoliczności, Hanna i Sebastian zmuszeni są zagrać sztukę na siedmiu aktorów... we dwójkę, przy okazji prezentując widowni całe spektrum skomplikowanych uczuć i emocji. Robią to z wdziękiem i biglem, humorem i pazurem, przepracowując problemy osobiste na scenie (choć oboje tego nie lubią) i dając widzom wgląd w psychikę aktora, rozdartego między ambicją grania wielkich ról, a rzeczywistością czytania rozkładów jazdy pociągów i samolotów.

I w sumie okazuje się, że może nie warto tak ciągle pomstować na chałtury. Bez rozkładu jazdy nikt nie wiedziałby, kiedy i dokąd może odjechać. Bez sytuacji podbramkowej w postaci "historii o Borysie, który się spóźnił" (patrz zwiastun poniżej), żadne z bohaterów nie zakwestionowałoby zapewne granic własnych zdolności ani wymiaru pracy, jaką muszą włożyć w sztukę. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Aj, powiało patetycznością.

W dużym skrócie zatem: "Rozkłady jazdy" Petra Zelenki (w tłumaczeniu Krystyny Krauze oraz reżyserii Adama Biernackiego) to opowieść o ludziach, którzy przypadkowo są aktorami, bo mogliby być... nami. To próba okiełznania przyjęcia, kiedy nie pamięta się imion gości, dolewa whisky do zupy i przedstawia wzór matematyczny na ilość spotkań towarzyskich, które mogą wyniknąć z jednej kolacji.

To także opowieść o tym, dlaczego chcemy być (współ-żyć, współ-pracować) z pewnymi ludźmi, a z innymi nie, i o tym, że być może zostaniemy zapamiętani z powodu najbardziej trywialnych z naszych zasług.

Ale to akurat bardzo dobrze...


Mój prywatny rozkład jazdy zawiódł mnie do Teatru Kamienica w przeddzień premiery, to jest - 7. marca 2017 roku. Teatrowi serdecznie dziękuję za zaproszenie. Będę wracać.

1 comment:

  1. nie znoszę kamienicy i ich przedstawień udających wielką sztukę. nie widziałam tego spektaklu, ale zwiastun nie zachęca.

    ReplyDelete